Czy sieci super- i hipermarketów (ogólnie rzecz biorąc sieci) są dobrym czy złym odbiorcą owoców? Zawsze są pozytywne strony i negatywne, zależy jednak, których jest więcej. Absurd polega na tym, iż wraz z przejmowaniem rynku owoców i warzyw przez sieci, powstał pewien system, który wpędził dostawców owoców w swego rodzaju pułapkę... „pułapkę sieciową".
UMOWY JEDNOSTRONNE
Jak wspomina jeden z dostawców owoców do supermarketów, który z tego typu odbiorcą współpracuje już 17 lat, wraz z upływem czasu warunki i system dostawy do sieci mocno się zmieniły, niestety na niekorzyść dostawców. Przede wszystkim umowy, jakie podpisują dostawcy produktów do sieci (tu oczywiście mówimy o produktach ogrodniczych, czyli warzywach, owocach i kwiatach), są w większości umowami wybitnie jednostronnymi. Nakładają one wiele obowiązków i kar na dostawców, pomijając w tym aspekcie zupełnie odbiorcę. Najważniejsze jest to, że dostarczać trzeba, nie można odmówić dostaw w okresach trwania promocji. Należy przestrzegać terminów, przyjmować zwroty itp. Zazwyczaj jest tak, że niedopełnienie warunków dostaw zawartych w umowie (np. niedostarczenie towaru na czas - godzinę) czy też nie w takiej ilości, jakiej oczekuje odbiorca), wiąże się z wysokimi karami nakładanymi na dostawcę. Odwrotnie jednak to już nie działa. Zdarzało się i tak, że już w momencie, gdy zamówiony towar podjeżdżał do rozładunku na platformie sieci, z góry było wiadomo, że nie zostanie przyjęty, bo akurat handlowiec się pomylił w zamówieniach lub nie sprzedano jeszcze owoców z wcześniejszej dostawy. W takiej sytuacji komisja jakościowa sprawdza owoce tylko w jednym celu - aby znaleźć wadę, która pozwoli zdyskwalifikować całą partię i odesłać ją do dostawcy. Taki towar wraca wtedy do odbiorcy (często kilkaset kilometrów), tylko po to, by go przeetykietować, i już następnego dnia, bez najmniejszych problemów, jest przyjmowany przez tego samego odbiorcę. Takich przypadków nie ma może zbyt dużo, ale są, a dostawcy nie są w stanie temu się przeciwstawić.
W ostatnich latach zmienił się sam system dostaw produktów do sieci. Teraz większość sieci posiada magazyny centralne (platformy), do których dostarczane są zamówione towary, i dopiero stamtąd zostają rozdysponowane do poszczególnych sklepów. Ma to swoje dobre i złe strony. Dobre jest na pewno to, że zamiast objeżdżać kilka czy kilkadziesiąt punktów, dowozi się produkt w jedno miejsce. Aby było to jednak możliwe, dostawca musi dysponować odpowiednią masą towarową i mieć możliwość przygotowania produktów do sprzedaży w krótkim czasie. Zazwyczaj jest to trudne do zrealizowania w indywidualnych gospodarstwach (choć oczywiście są i takie, mające odpowiednio wysoki poziom produkcji). Zajmują się tym raczej duże firmy handlowe czy też grupy lub organizacje producentów. Przy systemie dostaw na platformy wydłuża się zazwyczaj droga od producenta do konsumenta, co niekiedy odbija się negatywnie na jakości owoców i warzyw, które dopiero po kilku dniach trafiają na sklepową półkę. Sam sposób, w jaki produkty ogrodnicze są traktowane w sklepach, pozostawia również wiele do życzenia. Co z tego, że jabłka czy pomidory zostały wysortowane, pięknie poukładane w kartonach, jeśli i tak w sklepie trafią na hałdę owoców, gdzie później są jeszcze przerzucane i przebierane, zanim trafią do koszyka wybrednego klienta. To, że owoce, warzywa czy kwiaty nie dba się na sklepowych półkach, wiadomo. Tylko, że w ten sposób traci reputację dostawca i tak naprawdę to on prędzej czy później za to zapłaci.
HARACZE DLA DOSTAWCÓW
Współpraca z sieciami obwarowana jest całym szeregiem dodatkowych opłat, jakie spadają na dostawców. Dotyczy to chociażby tzw. opłat półkowych, które de facto są nielegalne,
są swego rodzaju haraczem płaconym sieciom za to, że te handlują towarem dostawcy. Kwestia ta nie została rozwiązana przez te kilkanaście lat funkcjonowania sieci na rynku. Artykuł 15 ust. 1 pkt. 4 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów określa, że „czynem nieuczciwej konkurencji jest utrudnianie dostępu do rynku poprzez pobieranie opłat innych niż marża handlowa za przyjęcie towaru do sprzedaży". Wiedzą o tym doskonale handlowcy z sieci, więc w umowach z dostawcami opłaty półkowe ukrywają pod innymi terminami, jak na przykład usługa marketingowa czy logistyczna. Owszem, można przecież ubiegać się o odszkodowanie z tego powodu (tzw. dochodzenie zwrotu bezpodstawnie uzyskanych korzyści z tytułu pobierania innych niż marża handlowa opłat za przyjęcie towaru do obrotu, co określa uchwała Sądu Najwyższego z 19 sierpnia 2009 r.), ale na drodze sądowej, no i rzecz jasna z konsekwencją rozwiązania umowy z poważnym odbiorcą. Tak więc za możliwość sprzedawania swoich produktów poprzez sieci handlowe, dostawca co jakiś czas otrzymuje faktury pt. „opłata marketingowa", „bonus od obrotu" itp. i zapłacić trzeba. Nie tylko zresztą za to. Zdarza się bowiem, że przy sieciach działają inne firmy - większe i mniejsze, z usług których musi korzystać dostawca. Na przykład opakowania. Jeśli są wielokrotnego użytku, to nie dość że trzeba płacić za ich wypożyczenie od sieci, to jeszcze obowiązkowo za utrzymanie ich w czystości. Tak więc „wyspecjalizowana" w tym firma każdorazowo myje takie opakowania, wystawiając za to fakturę dostawcy. Nie ma natomiast możliwości zrobienia tego w obrębie grupy czy firmy dostarczającej owoce czy warzywa, co na pewno byłoby wygodniejsze i tańsze. Nawet jeśli dostarcza się owoce czy warzywa w jednorazowych opakowaniach kartonowych, to zdarza się, że odbiorca z góry narzuca, z jakiego źródła mają one pochodzić, gdzie zazwyczaj cena tego typu opakowań jest zawyżona.
WALKA CENOWA
Chociaż przy dostawach do sieci ceny są co prawda ustalane obustronnie, to rzecz jasna sieci dążą do tego, aby kupić jak najtaniej, a w okresach tzw. promocji dostawca ma obowiązek dostarczania produktów po niższej cenie. Nie można się z tego wycofać, bo to wiązałoby się ze złamaniem warunków umowy. W takiej sytuacji zazwyczaj dobrzy handlowcy ze strony dostawców tak negocjują z sieciami, aby tych tanich produktów sprzedać jak najmniej i jak najmniej stracić. Później z kolei muszą walczyć, aby odrobić straty poniesione w związku z promocjami. Walka cenowa między sieciami powoduje lawinowe uruchamianie promocji na jabłka czy pomidory w kolejnych sieciach. Dla dostawcy, który współpracuje z kilkoma sieciami, jest to bardzo niekorzystne, bowiem musi on dostarczyć towar po zaniżonej cenie, często w tym samym czasie do kilku odbiorców. Tak więc walka cenowa, poprzez którą sieci starają się przyciągnąć klientów, jest słono opłacana przez dostawców. Należy jeszcze wspomnieć o coraz bardziej wydłużanych przez sieci terminach płatności. Trzeba zapomnieć o terminach 7- czy 14-dniowych, które były realne w początkowym okresie funkcjonowania sieci na rynku. Teraz obowiązują terminy 30-dniowe, 45-dniowe, a nawet 60-dniowe. Należy się z tym pogodzić i cierpliwie czekać na swoje pieniądze. Tu przynajmniej nie ma obaw
nieotrzymanie należności, bo choć naczekać się trzeba, to pieniądze wreszcie spływają na konto dostawcy.
JAK SIĘ NIE DAĆ?
Pojawienie się sieci i przejmowanie przez nie w coraz większym stopniu rynku owoców i warzyw wywołało wiele zmian w systemie funkcjonowania tego rynku. Przede wszystkim sprowokowało producentów owoców i warzyw do zrzeszania się w grupy i organizacje producentów, poprzez które są oni teraz w stanie spełnić wymagania ilościowe i jakościowe, jakie stawia tego typu odbiorca. Handel z sieciami na pewno przyczynił się do poprawy jakości owoców i warzyw oraz sposobu ich podawania na rynek konsumencki. Tak więc mamy dziś pięknie wyglądające owoce i warzywa, zapakowane w różny sposób, do sprzedaży luzem, w opakowaniach jednostkowych czy wręcz w postaci gotowej do spożycia. Z drugiej jednak strony ten rozwój GP i OP czy też rozbudowa firm handlowych dostarczających produkty ogrodnicze do sieci, związany był (i jest) z budową nowoczesnych obiektów logistyczno-przechowalniczych wraz z ich niezwykle kosztownym wyposażeniem (oczywiście realizowanej w dużej mierze dzięki pomocy finansowej na tego typu działania przewidziane dla GP). Takie podmioty, które nawiązały współpracę z sieciami, muszą się tej współpracy trzymać. Dlaczego? Bo mają wysokie koszty funkcjonowania, utrzymania stałej kadry pracowników, spłaty zobowiązań kredytowych, opłat stałych związanych z utrzymaniem posiadanych obiektów i ich bieżącą eksploatacją. Mamy więc do czynienia z pewnym absurdem, gdzie z jednej strony wszyscy się cieszą z powstania GP i OP które mają duże możliwości podaży oraz przygotowania owoców i warzyw do sprzedaży, ale w wielu przypadkach są skazane na współpracę z sieciami, nie mając alternatywnych, stałych i pewnych kierunków zbytu. W takiej sytuacji jedynym słusznym rozwiązaniem jest zacieśnienie współpracy dostawców do sieci. Może konieczne jest stworzenie organizacji, które globalnie, w imieniu kilku dostawców, negocjowałyby warunki współpracy z odbiorcą, jakim są sieci, tak by mogła być to współpraca partnerska, dająca korzyści i możliwości bytu wszystkim graczom w tej rynkowej grze.
Artykuł pochodzi z nr
2/2012 czasopisma „Owoce Warzywa Kwiaty"












Dodaj komentarz
Jeżeli chcą Państwo zamieścić komentarz do tego artykułu, prosimy o wypełnienie znajdującego się po lewej formularza.
Państwa komentarz będzie widoczny po akceptacji przez administratora. Hortpress Sp. z o.o. zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarzy bez konieczności podania powodu.
Prezentowane komentarze nie przedstawiają stanowiska Hortpress Sp. z o.o., a jedynie ich autorów.